Detektyw Szaleniec na tropie

Detektyw Szaleniec na tropie


Nie ukrywam, że nieraz zastanawiałem się kim są i jak wyglądają uczestnicy ligi Szaleńca. Jednego poznałem osobiście, kiedy w końcu wpadłem na pomysł spojrzenia w lustro. Niestety, w dalszym ciągu nie wiem, kim jest.

Co do reszty, sprawy miały się jednak gorzej. Bez względu, ile razy nie stawałem przed lustrem, nie ujrzałem tam już żadnego innego uczestnika.

Pozostało mi więc zrobienie tego, co zrobiłby każdy na mym miejscu, czyli przeprowadzenia śledztwa po godzinach. Nie powiem, nie było łatwo. Komendant zabronił mi to robić pod groźbą odebrania odznaki i rewolweru. Ale zignorowałem go, gdyż prawda jest ważniejsza. Poza tym wiedziałem, że w ostatniej scenie będę mógł mu dać w mordę i odjechać w blasku zachodzącego słońca.

I tak zaczęło się śledztwo. Na pierwszego złoczyńcę, obrałem sobie menadżera Rycerzy Wiatru, Blazemura.

Zadanie było o tyle utrudnione, że ten skryty był nie tylko za wirtualną ścianą Internetu, ale również przyłbicą, gdyż… jest rycerzem. A rycerze chodzą w hełmach. Hełmy zaś mają przyłbice. Zdany więc byłem na intuicję i wrodzoną bystrość.

Siedziałem po nocach, przypinając na korkowej tablicy kolejne zdjęcia podejrzanych. Chinka w laboratorium wprowadzała do komputerów odciski zbroi, a żółtodziób przynosił mi kawę i podziwiał przy pracy. Oto jak wyglądało centrum mojego życia przez kilka miesięcy poprzedzających obecną sytuację w tabeli.

Nie ukrywam – nie było łatwo. Zacząłem pić, przestałem się golić. W pewnym momencie pojawił się nawet przepity męski głos komentujący z offu każdy mój ruch. Nie wspomnę o papierosowym dymie, który notorycznie unosił się dookoła mojej głowy mimo, że wcale nie palę. Papierosów.

I wówczas, w najmniej oczekiwanym momencie, nastąpił przełom. Była sobota, a ja rozpierdalałem meble w biurze, widząc jak wielki Benteke z zespołu mojego rywala ładuje kolejne bramy i asysty, podczas gdy mój Cahill dostaje żółtą kartkę i przegrywa pojedynek kapitanów. Uznałem, że pozostaje mi jedno – odszukać menadżera Chelsky i zemścić się za sobotni występ jego podopiecznych. Poczekałem więc do pomeczowego wywiadu, żeby dokładnie ustalić, gdzie znajdę tego włoskiego fajtłapę i wówczas nastąpiło coś, co zna każdy detektyw pracujący po godzinach wbrew zaleceniom komendanta.

„Zatrzymaj klatkę”, krzyknąłem do żółtodzioba, nie odrywając wzroku od telewizora.

„Cofnij!”. „Żbliż!”. Wyszczekiwałem kolejne komendy. „Jeszcze raz!” „Wolniej!”. „Wolniej!!!”.

Podczas gdy żółtodziób wciskał gorączkowo kolejne przyciski pilota, na ekranie telewizora Antonio Conte utrzymywał, że to dobrze, że przegraliśmy, bo sezon będzie jeszcze ciekawszy. Nie czekając ani chwili rzuciłem się do archiwum, wręczyłem pączka pracującej tam kobiecie i kazałem czym prędzej przynieść wszystkie archiwalne wpisy Rycerza Blazemura. Przetrząsając je jeszcze w windzie, oto co znalazłem:

Tak – komentarz Rycerza Blazemura po porażce z pomniejszym klubikiem z Kruczyńskiej wsi w sezonie 2015/16 nie pozostawiał wątpliwości. Tylko najbardziej zdeprawowany umysł mógł uknuć tak absurdalną teorię.  To trochę jak zabrać na romantyczną kolację szkolną dupodajkę, a potem tłumaczyć, że „podryw był bardziej ekscytujący”.

Reszta była formalnością. Wydałem nakaz aresztowania, dałem szefowi w mordę po czym odjechałem w blasku zachodzącego słońca. Żółtodziób zszedł się z Chinką z laboratorium komputerowego i nawet zaprosił ją na romantyczną kolację z wymiernym efektem. Po wszystkim twierdził na komendzie, że podryw był bardziej ekscytujący. Zginął na kolejnej akcji, próbując zidentyfikować kolejnego podejrzanego z Ligi Szaleńca. Ponoć rozdeptał go dinozaur.

Aha, a jakby ktoś nie wierzył, że naprawdę zidentyfikowałem Blazemura, to tutaj dowód. Patataj. Patataj.

conte knight police


Jeśli chcesz otrzymywać na skrzynkę pocztową powiadomienia o najnowszych artykułach, zostaw w polu poniżej swój email i kliknij ZAPISZ SIĘ.

[wysija_form id=”3″]